Tymczasowy „dom”

Pokój w którym zamieszkałam odstąpił mi Dawid, ponieważ był w miarę wyremontowany, a sam przeniósł się do dużo gorszego. Dla niego nie miało to najmniejszego znaczenia, gdyż jako mnich nie był przyzwyczajony do wygód. Podróżując po Indiach, opowiadał mi, że spał na ulicy z bezdomnymi…. Choć daleki od europejskich standardów, pokój po sprzątnięciu przez Dawida był w miarę czysty. Miałam tam łóżko, a także część dzienną z sofą (okropnie twardą). Na podłodze leżał gumoleom, niestety afrykańskiej jakości – cienki i bardzo delikatny przez co był narażony na uszkodzenia. Pokój posiadał łazienkę, co już samo w sobie było luksusem. Była tam umywalka, toaleta i prysznic, choć w porze suchej często brakowało wody. Musiałam przynosić ją w wiaderkach, aby się umyć. Z czasem nauczyłam się używać tej wody jak najmniej. Pojęcie oszczędności nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia. Woda była zimna, co w tamtej części Tanzanii niekoniecznie było atutem. W łazience za „sufit” służyła dziurawa blacha przez którą wchodziły szczury, a zamiast drzwi był powieszony kawałek materiału. Na początku, nie przyzwyczajona do szczurów przez większość nocy nadsłuchiwałam gdzie chodzą, i co gryzą. Bałam się, że gdy zasnę będą po mnie chodziły, jednak sen wygrywał. Myślałam, że potrzeba więcej czasu aby nie zwracać na nie uwagi, ale ja tego czasu miałam zdecydowanie za mało 🙂 Zawsze widząc szczura reagowałam wielkim wrzaskiem. Mimo tych niedogodności nie narzekałam, wiedząc, że jako jedyna w schronisku miałam prywatną łazienkę. Warunki były surowe, ale dawały mi poczucie prywatności. Kiedyś chciałabym wyremontować te pokoje dla przyszłych wolontariuszy, aby zapewnić im bardziej komfortowe warunki.

Schronisko

Pierwsze dni w Kigomie mijały mi na aklimatyzacji i poznawaniu nowego otoczenia. Każdy dzień przynosił nowe wyzwania, ale również wiele radości. Poznawałam chłopców ze schroniska oraz dzieci ulicy, które mimo trudnych warunków życia były pełne energii i ciekawości. Dzieciaki każdego dnia przychodziły do mnie do schroniska, spędzaliśmy razem czas i uczyliśmy od siebie nawzajem. Ich uśmiechy i radość z drobnych rzeczy były niesamowicie inspirujące i przypominały mi, dlaczego zdecydowałam się na tę podróż.

W oczekiwaniu na wszystkich aby się pomodlić i zjeść obiad (ryż z fasolą)

Wspólne chwile z dziećmi były pełne prostych, ale ważnych momentów – śmiech, zabawa, wspólne rysowanie czy opowiadanie historii. Te dzieci, choć tak wiele im brakowało, miały w sobie niesamowitą siłę i wolę życia. Ich optymizm i zdolność do cieszenia się chwilą były dla mnie prawdziwą lekcją pokory i wdzięczności. Codziennie starałam się wnosić trochę radości i wsparcia do ich życia. Organizowałam im gry i zabawy, zabierałam na plażę, zakupy i spacery, a czasem po prostu siadaliśmy razem i rozmawialiśmy. Te momenty były bezcenne – budowaliśmy więzi, które przekraczały bariery językowe i kulturowe. Dzieci nauczyły mnie, jak cieszyć się chwilą, jak doceniać małe rzeczy i jak odnajdywać szczęście w prostocie. Praca w schronisku i codzienne spotkania z dziećmi ulicy były dla mnie głębokim doświadczeniem, które na zawsze zmieniło moje spojrzenie na życie. Każdego dnia stawałam się bardziej świadoma i wdzięczna za to, co mam, i za możliwość dzielenia się tym z innymi.

Czas odpoczynku

Wieczorami zazwyczaj chodziliśmy z Dawidem na plażę, aby podziwiać zachód słońca i się wyciszyć. Był to także czas, kiedy Dawid uczył mnie medytacji. Dla kogoś, kto nigdy wcześniej nie miał z nią styczności, było to niezwykle trudne. Niełatwo jest nie myśleć o niczym, gdy po całym dniu w głowie panuje mętlik i tysiące myśli przelatują przez umysł. Medytacja wymaga skupienia się na oddechu i wyciszenia umysłu, co jest kluczowe, aby osiągnąć stan wewnętrznego spokoju. Dawid tłumaczył, że początki medytacji mogą być trudne, ale regularna praktyka przynosi wspaniałe efekty.

Aby zacząć medytację, Dawid polecił mi kilka prostych kroków:

  1. Znajdź spokojne miejsce: Wybierz miejsce, gdzie nie będziesz rozpraszana. Plaża przy zachodzie słońca była idealnym miejscem dla mnie.
  2. Usiądź wygodnie: Możesz usiąść na poduszce, krześle lub bezpośrednio na ziemi. Ważne jest, aby kręgosłup był prosty, a ciało rozluźnione.
  3. Skup się na oddechu: Zamknij oczy i skieruj uwagę na swój oddech. Obserwuj, jak powietrze wpływa i wypływa z twojego ciała. Nie próbuj kontrolować oddechu, po prostu go obserwuj.
  4. Akceptuj myśli: Kiedy pojawiają się myśli, nie walcz z nimi. Pozwól im przepłynąć, jak chmury na niebie, a następnie delikatnie skieruj uwagę z powrotem na oddech.
  5. Regularna praktyka: Medytuj codziennie, nawet jeśli to tylko kilka minut. Regularność jest kluczem do postępów.

Dawid podkreślał, że medytacja to podróż, a nie cel. Każda sesja jest inna, a wyzwania, które napotykamy, są częścią procesu. Z czasem zaczęłam dostrzegać korzyści płynące z medytacji – większy spokój, jasność umysłu i zdolność do lepszego radzenia sobie ze stresem. Wieczorne sesje medytacyjne na plaży stały się dla mnie momentem wyciszenia i refleksji, pomagając mi znaleźć wewnętrzny spokój w codziennym chaosie. Medytacja stała się nie tylko praktyką duchową, ale także cennym narzędziem do radzenia sobie z trudnościami życia w nowym, obcym miejscu.

Podobne wpisy