Wieś
Często podróżowaliśmy z Dawidem po okolicznych wsiach, odwiedzając rodziny, które najbardziej potrzebowały wsparcia. Któregoś dnia, w ramach naszych codziennych zadań, wybraliśmy się na wieś, oddaloną kilka kilometrów od Kigomy, gdzie mieszka Gertruda wraz ze swoimi dziećmi. Dawid od dłuższego czasu pomagał jej finansowo, ponieważ mąż ją opuścił, gdy zachorowała. W Tanzanii, niestety, takie sytuacje nie są rzadkością – mężczyźni często zostawiają swoje rodziny w momencie, gdy pojawiają się problemy, szukając pocieszenia u innych, zazwyczaj młodszych kobiet. W rezultacie, kobiety zostają same z dziećmi, zdane tylko na siebie. Wieś, w której mieszka Gertruda, była skromna i uboga. Mieszkańcy żyją tam głównie z tego, co uda im się wyhodować na polach. Gertruda, aby zapewnić rodzinie jedzenie, spędza długie godziny na uprawie roli. W tym czasie dzieci pozostają same w domu, starsze zazwyczaj pomagają jej w polu. Mimo wprowadzonego obowiązku szkolnego, wiele dzieci z wiejskich obszarów nie chodzi do szkoły, ponieważ muszą pomagać w pracy na roli lub opiekować się młodszym rodzeństwem. Zazwyczaj też rodziców nie stać na to aby wysłać dziecko do szkoły, ale o szkole napiszę może szerzej w następnym wpisie 🙂
Życie na wsi i walka o codzienność
Jednym z największych wyzwań dla mieszkańców wsi jest dostęp do wody. Często po wsiach jeżdżą sprzedawcy oferując wodę w kanistrach. Niestety, ze względu na koszty, biedniejsi mieszkańcy, w tym Gertruda, nie mogą sobie pozwolić na jej zakup. Dlatego codziennie muszą pokonywać około 2 km, aby dotrzeć do źródła i przynieść wodę do domu. Tylko podczas pory deszczowej sytuacja nieco się poprawia. Pod domem ustawiają wszystkie dostępne wiadra, aby łapać deszczówkę, którą później wykorzystują zarówno do gotowania jak i mycia. Dawid kiedyś próbował wykopać blisko jej domu studnię, aby ułatwić codzienne życie pobliskim mieszkańcom, jednak ze względu na brak funduszy projekt ten nie został ukończony.



Dom Gertrudy był skromny i prosty. Składał się z dwóch małych izb, w jednej z nich trzymała kury, a w drugiej spała z dziećmi. Podłoga była z ubitej ziemi, a większość życia toczyła się na zewnątrz. Gotowanie jak u większości tanzańczyków, również odbywało się na świeżym powietrzu.
Eryk, najstarszy syn Gertrudy, ma 13 lat. Dzięki pomocy Dawida, mógł rozpocząć naukę w szkole. Chłopiec, mimo lekkiego autyzmu, świetnie sobie radzi. W zamian za dobre wyniki w nauce, Dawid często zabiera go do schroniska, gdzie chłopiec ma zapewniony ciepły posiłek, często chodzą nad jezioro popływać oraz pomaga Dawidowi w codziennych obowiązkach w schronisku. Dla Eryka jest to nie tylko forma nagrody, ale także ucieczka od trudnej codzienności. Dodatkowo Eryk i jego brat zmagają się z marskością wątroby oraz wodobrzuszem, co jest wyjątkowo trudne w warunkach, w jakich żyją. Codzienne wyzwania związane z dostępem do czystej wody, odpowiedniego jedzenia i podstawowej opieki zdrowotnej dodatkowo komplikują ich sytuacje. Dawid, poprzez swoje wsparcie, stara się zapewnić im dostęp do lekarza i niezbędnych leków, co jednak stanowi ogromne wyzwanie finansowe i logistyczne. Leczenie marskości wątroby w Tanzanii opiera się głównie na łagodzeniu objawów, ponieważ dostęp do zaawansowanych metod, takich jak transplantacja wątroby, jest bardzo ograniczony. Diuretyki pomagają w kontrolowaniu wodobrzusza, ale często są one niedostępne lub zbyt drogie dla przeciętnej tanzańskiej rodziny.
Refleksja
Podczas naszej wizyty u Gertrudy, mimo, że jej samej nie było w domu, spędziliśmy czas z jej dziećmi. Słuchaliśmy muzyki, tańczyliśmy i rozmawialiśmy. Przywieźliśmy ze sobą owoce, mąkę kukurydzianą na ugali – podstawowy posiłek w Tanzanii, trochę słodyczy oraz zeszyty i przybory szkolne. Widok brudnych i głodnych dzieci, które pomimo trudnych warunków życia potrafią się uśmiechać, był poruszający. Te codzienne zmagania mieszkańców Tanzanii uświadomiły mi, jak wielką wartość mają nawet najdrobniejsze gesty pomocy. Każda paczka z żywnością, każdy zeszyt czy przybory szkolne mogą zmienić czyjeś życie na lepsze. Wsparcie jakie im oferujemy, daje tym dzieciom szansę na edukację, zdrowie i lepszą przyszłość. Pomimo trudnych warunków, te dzieci mają marzenia i nadzieję, a każda pomoc przybliża je do ich realizacji.
To był dla mnie szczególnie trudny dzień. Wycieńczona psychicznie, po powrocie do schroniska pragnęłam jedynie chwili spokoju, by móc być sama ze swoimi myślami. Zmagając się z natłokiem emocji, czułam się bezradna i przytłoczona. Często po takich dniach łzy bezsilności same napływają mi do oczu. Tego wieczoru było podobnie – w końcu wyczerpana emocjonalnie, zasnęłam, próbując znaleźć ukojenie w snach.






